Nasza dzika woda

Data publikacji: 5 listopada 2011, autor:

Na naszą wspólną zasiadkę czekaliśmy już od dawna i w końcu się udało ustalić termin od  26 do 29 sierpnia. Michał był tak miły i przejął funkcje gospodarza co nas bardzo cieszyło ponieważ ta piękna woda gdzie mamy łowić znajduje się w środku lasu gdzie tylko nieliczni mogą łowić i do końca nikt nie wie jak duże karpie tam pływają. Pogoda na ten długi weekend zapowiadała się nie ciekawie ponieważ miało się ochłodzić ale nam to w niczym nie przeszkadzało ponieważ już dłuższy czas nie byliśmy nad wodą, a ciśnienie by coś złowić rosło z dnia na dzień. Do Michała dotarłem w czwartek gdzie bez dłuższego czekania spakowaliśmy jego sprzęt i wyruszyliśmy nad wódę. Kilka dni wcześniej przechodziły burze z dużym opadem deszczu i spodziewaliśmy się ze może być trochę błota ponieważ miejscówka ogólnie nie należy do suchych, lecz to co ujrzeliśmy na miejscu przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Po krótkim namyśle- rozbijać się wracać zdecydowaliśmy się na podjęcie decyzji na tak! (tzn. i tak nie było innego wyjścia bo to jedyne miejsce z którego można łowić). Sprzęt rozłożony i gotowy do akcji, problem był tylko jeden- nie było miejsca na trzeci namiot Mariusza który miał dojechać do nas na drugi dzien. Błoto mięliśmy dosłownie po kolana ale nie będziemy się poddawać i z bardzo dużym optymizmem zaczęliśmy wywozić zestawy na dodatek w deszczu co nam tego nie ułatwiało. Gotowi do wielkich holów  czekaliśmy na pierwsze branie które nastąpiło dopiero w następnym dniu. Karp po braniu poszedł od razu w stronę zaczepu ponieważ zestaw położyłem jakieś 5m od zawalonego drzewa,po krótkim kontakcie z rybą nastąpił luz na żyłce i po ściągnięciu zestawu okazało się ze przypon siprzetarłę. Zadowolony z tego ze cos się jednak dzieje wywiozłem zestaw w te same miejsce z pełny nadziei. Jak się później okazało wybór miejsca położenia zestawu był dobrym wyborem.

By nie przedłużać podsumujmy: Ogólnie brań było mało, a dokładnie 7 na trzech wędkarzy, co nie jest zbyt dobrym rezultatem, ale jak już wcześniej pisałem temperatura powietrza drastycznie się ochłodziła znacznie, a temperatura wody spadła dokładnie o 3 stopnie w ciągu jednej doby. Zatopione drzewo okazało się najlepszym miejscem które dało mi 4 brania z tego 2 ryby wyciągnięte plus jedna ryba złowiona na „środku”  stawu w miejscu gdzie było dużo mułu.Wagowo wyglądało to tak- 2 ryby po 6kg i jedna 10,2kg. Michał z Mariuszem niestety nie mieli tyle szczęścia lecz w ostatnią noc udało się Michałowi złowić honorowego miska którego już nie ważyliśmy ale na oko miał ok. 5 kg. Trochę wymęczeni pogodą i warunkami jakie panowały na łowisku, na koniec musieliśmy pakować się w deszczu i mokre rzeczy wrzucać szybko do aut.
Mimo tych wszystkich trudności wszyscy bylismy szczęsliwi i zadowolenie, że udało nam się spotkać i połowić wspólnie nad przepiękną i urokliwą wodą położoną w środku lasu do której dostęp możliwy jest w zasadzie tylko poprzez dotarcie na półwysep łódzią. Niesamowity klimat, niesamowici ludzie, niesamowita atmosfera i wspólna zasiadka karpiarzy mimo dzielących ich odległości.